reklama

Mój pierwszy raz

Mój pierwszy raz

Jest wiele cech urody, które odziedziczyłabym chętnie po mojej mamie, z czego najbardziej chciałabym dostać po niej fantastyczne, ciemne (prawie czarne), naturalnie falowane, długie włosy (takie włosy miała w młodości), ciemne oczy i brwi. Niestety, naturalne włosy mam ciemny blond, nijako szary w zasadzie, oczy zresztą też. A wszystko najlepsze po mamci otrzymał mój brat. Szczęściarz.

Jest tylko jedna rzecz, której nie odziedziczył on, a którą w promocji dostałam ja.coleus forskohlii

Żylaki.tabletki na przedłużenie stosunku

Ma je moje mama, moja babcia i miała je również prababcia.up!grade mellékhatások

Moja pierwsza żyła pojawiła się już dawno temu, na szczęście nie rzucała się jakoś strasznie w oczy. Niestety, po kilku latach pracy "na nogach" w restauracji w Londynie, moja wielka żyła stała się jeszcze większa i jeszcze grubsza, na dodatek pojawiły się kolejne. Na drugiej nodze też.macho man

Od jakiś dwóch, trzech lat nie mogłam pokazać się już w krótkiej spódnicy (dlatego tak lubię chodzić w sukienkach, kiedy zaczyna się jesień - grube rajstopy i spódniczka i jest git:-) ).fito spray bestellen

Tygrys już dawno namawiał mnie na operację, ale dopiero w zeszłym roku zebrałam się w sobie i odwiedziłam w końcu chirurga naczyniowego.waist trainer formă

Okazało się, że mogę zrobić te żylaki metodą laserową (czyli mniej inwazyjną) i to na NFZ! :-) (Normalnie to jedna noga kosztuje 2500 tyś.!)power up premium

Poczekałam sobie grzecznie jakieś grubo ponad pół roku i nadszedł ten dzień, w którym miałam oddać się w ręce bardzo miłego pana doktora i zrobić sobie jedną nogę. (NZF nie finansuje dwóch na raz, mimo, że laserowo można by je zrobić. NFZ każe poczekać i dopiero po zrobieniu jednej łaskawie pozwala zapisać się do kolejki po drugą - ale nie powinnam narzekać, w końcu po raz pierwszy mam coś od NFZ za darmo. Wow!)

Jako, że poczytałam sobie trochę na ten temat u wujka gugla, to wyobraziłam sobie (nie wiem dlaczego), że cała ta operacja to będzie taki sobie lajtowy zabieg, który trwa niedługo, po czym radośnie wraca się do domu i do swoich obowiązków. No i do pracy.

W piątek chłopaki pytali, czy będę w poniedziałek, na co ja z całym przekonaniem:

- No pewnie, że będę! Przecież to tylko taki mały zabieg!

Mały zabieg okazała się OPERACJĄ. Taką prawdziwą operacją z narkozą!

I tu muszę się przyznać, że - ODPUKAĆ - mój jedyny czas, kiedy w swoim 32-letnim życiu byłam w szpitalu, to był czas moich narodzin. ;-) Całe życie zdrowa jak rydz. (odpukuję właśnie w nasz stół)

Był to więc taki mój prawdziwy pierwszy raz. ;-)

Najbardziej martwiłam się o to, że muszę być na czczo. NA CZCZO!

Ja, która, jeśli nie zjem czegoś w ciągu godziny od wstania, zaczynam czuć się słabo, bardzo niedobrze i czasem trzęsą mi się ręce.

Nic mnie tak nie przerażało, nawet te wkłucia w nogę, tylko to, że nie mogę się nawet napić niczego ciepłego. Zimnego też nie. Masakra! ;-)

Dojechaliśmy na 11:00.

Podchodzę do okienka i oddaję wszystkie badania (przez ostatnie kilka dni zrobiłam ich milion, w tym badanie krwi i moczu, będąc dzień wcześniej na piwie z ludźmi z pracy... miałam nawet trochę stresa, że coś wyjdzie, na szczęście nic nie wyszło i pan doktor nie uznał mnie za alkoholiczkę ;-P).

Potem wchodzę na oddział, nadal przekonana, że będę miała lajtowy zabieg, ze znieczuleniem miejscowym.

Lecz kiedy po kilkunastu minutach Miła Pani zakłada mi wenflon (pierwszy raz w życiu mam wenflon!), zaczynam podejrzewać, że mogą chcieć mnie usypiać....

Potwierdza to kolejny Miły Pan w zielonym kitlu, Pan Anestezjolog, który tłumaczy, że coś mi tam wpuszczą i pójdę sobie LULU (tak powiedział! :-) ) a potem już będzie po wszystkim.

Przed wejściem na salę operacyjną wychylam się jeszcze na chwilę na korytarz i żegnam się z Tygrysem:

- Wiesz, jakbym się miała nie obudzić, to pamiętaj, że Cię kochałam!

- Julciu, jak się nie obudzisz, to i tak Cię nie oddam. Będę sobie Ciebie trzymał i wykorzystywał na śpiocha, kiedy tylko będę chciał - uśmiecha się promiennie.No tak, mogłam się podziewać.

No i cóż. Mój pierwszy raz na sali operacyjny bardzo mi się podobał. Wielkie srebrne lampy nad łóżkiem, tlen podany do oddychania i zimne coś wpływające do mojego środka przez wenflon. Trochę się jednak stresowałam. Co najdziwniejsze, głód w ogóle mi nie przeszkadzał. Tzn. zaczynałam już czuć jak burczy mi w brzuchu, ale czułam się dobrze. To pewnie z nerwów.

Ostatnie, co pamiętam, to głos Pana Anestezjologa:

- Proszę powiedzieć, kiedy poczuje się Pani trochę dziwnie.

- A co to znaczy dziwnie?

- Będzie Pani wiedzieć...

I rzeczywiście, wiedziałam. Czułam się, jakbym była na haju i spadała gdzieś w dół... Całkiem nieźle było. ;-)

A potem obudziłam się w łóżku na sali. Czułam się taka wyspana i wypoczęta. :-)

Jakieś dwie godziny później wróciłam do domu z przeświadczeniem, że operacja to taka fajna sprawa - zasypiasz, budzisz się, noga cała w bandażach i już po wszystkim. A Ty się człowieku wyspałeś. (Swoją drogą, ciekawe, czy chrapałam podczas operacji.... Tygrys twierdzi, że na pewno, ale on często głupoty gada.)

Ale jak mi przeszło znieczulenie i ok. 21:00 noga zaczęła mnie tak boleć i rwać, że myślałam, że zejdę na zawał..... oczywiście zmieniłam zdanie.

Operacja jednak fajna nie jest.

Ale mimo wszystko fajnie będzie mieć gładkie nogi.

Na razie tylko prawą ale ja tam jeszcze wrócę. ;-)

Ps. Do pracy oczywiście nie poszłam. Leżę od soboty jak ta księżniczka z nogą w górze na poduszkach, zażeram Apap i czekam, aż mi przejdzie. Czytam, oglądam tv i seriale i jest całkiem miło. :-)

reklama
reklama
reklama